Wiosna… no właśnie, czyja?

Robi się coraz goręcej. W polityce oczywiście, nie w pogodzie. Co prawda mamy wiosnę, ale wiosna chyba jeszcze o tym nie wie i na razie trzyma się gdzieś w cieniu. Za to w polityce prawie lato. Wczoraj, a w zasadzie dziś o północy z wyścigu do fotela prezydenckiego odpadła Anna Grodzka, jako że nie zdołała zebrać wymaganych stu tysięcy podpisów. Nie mnie oceniać, czy to dobrze, czy źle dla polskiej polityki, niemniej na pewno dobrze dla Anny Grodzkiej.

Zdaję sobie sprawę, że pytanie o to dlaczego to dobrze, samo ciśnie się na usta, niemniej odpowiedź jest bardzo oczywista. Z powodu tego, kim jest Anna Grodzka. I nie chodzi mi wcale o to, że mam coś przeciwko. Nie rozumiem tego, ale i nie zamierzam piętnować, bo nie wychodzę z założenia, że jeśli czegoś nie rozumiem to znaczy, że jest to złe.

Chodzi mi natomiast o coś innego. Gdyby Anna Grodzka zdołała zebrać te sto tysięcy podpisów, jej rywale w kampanii prezydenckiej byliby bezwzględni. Chociaż na co dzień może nawet chodzą razem na kawę, czy na piwo i się świetnie dogadują w sejmowych korytarzach, w kampanii zniżyli by się poniżej poziomu homo sapiens, bo w walce takiej jak ta, nie liczy się nic oprócz zwycięstwa.

Tak, jak na początku każdy każdemu okazywał szacunek, wskazywał na mocne strony rywala, tak teraz zaczyna się zaszczuwanie przeciwnika i obrzucanie siebie wzajemnie błotem. Przykład? Muzeum otwarte przez PiS i Andrzeja Dudę. Jak nie popieram kandydatury Bronisława Komorowskiego i wcale mu nie kibicuję w walce o reelekcję, tak ruchu PiS nie jestem w stanie pojąć. To znaczy, wiem, że miało to na celu zdyskredytować Bronisława Komorowskiego, ale samo w sobie było szczeniackie i niegodne kandydata na prezydenta.

Szczerze mówiąc najbardziej jestem ciekaw, co wymyśli sztab SLD, bo nie oszukujmy się – ilu kandydatów by nie wystartowało, to realnie szansę na fotel prezydenta ma jedynie kilkoro z nich. Oczywiście miłościwie i nijako nam panujący, obecny prezydent, Andrzej Duda, dr Magdalena Ogórek, Paweł Kukiz oraz JKM. No, może nie tyle mają realne szanse, co mogą mieć nadzieję, ponieważ są rozpoznawalni.

Co by nie mówić o tym, co się dzieje w pogodzie w naszym kraju, w polityce niedługo na pewno będzie bardzo gorąco.

Mam nadzieję, że gorąco nie będzie w stosunkach polsko – rosyjskich, ponieważ nie zależy mi na kolejnym konflikcie zbrojnym w Europie, który z łatwością może przerodzić się w coś znacznie więcej. Ale nie o to mi chodzi, żeby podsycać w kimkolwiek strach, bo szanse na to, że do większych akcji zbrojnych w naszym kraju dojdzie są, póki co, raczej znikome.

Poza tym, hej, mamy poparcie USA! Przecież tak ładnie przejeżdżali przez nasz kraj że to musi oznaczać coś więcej. A tak poważnie, to odnoszę wrażenie, że to właśnie Ameryka dąży do eskalacji tego konfliktu. Po co? Żeby zarobić na sprzęcie wojskowym, który sprzeda za odpowiednią cenę którejś ze stron lub każdej ze stron. Mają tego aż za dużo, a z pieniędzmi w USA krucho, więc… No cóż, chciałbym się mylić, ale nie da się nie zauważyć, że pod wszystkimi wielkimi słowami o partnerstwie i wsparciu, kryje się coś więcej.