Wiadomości zła i zła

Nie mam pewności, czy mijający tydzień zaliczyć do złych, czy do fatalnych. Sami musicie sobie odpowiedzieć na pytanie o to, jaki był ten kończący się tydzień. Ja wiem tylko, że nie przyniósł nic dobrego.

Ja wiem tylko, że od wczoraj ruszył program wykorzystywania pozyskanych funduszy unijnych na rozwój naszego pięknego kraju. Oczywiście kwota ta, czyli ponad 500 mln, nie mogła zostać podzielona równomiernie. Jak zwykle najwięcej musi przypaść w udziale najbogatszym regionom, a najbiedniejsze województwa muszą rozwijać się z ochłapów. Cóż, wygląda na to, że remie dla współpracowników same się nie wypłacą.

Oczywiście nie twierdzę, że te pieniądze zostaną zdefraudowane, ale wszyscy chyba dobrze wiemy, jak skończy się ta cała historia – gigantycznymi premiami uznaniowymi za genialnie wykonaną robotę.

Smutne, że skoro spłonął most Łazienkowski, to teraz rodacy ze stolicy muszą się użerać w korkach, wcześniej wychodzić z domu do pracy, bo niestety wszystko wskazuje na to, że nowym mostem pojadą nie wcześniej niż za dwa lata, a i to optymistyczna wersja. Jasne, że nikt nie powiedział tego na głos, ale mówi się przecież, że struktury mostu zostały zniszczone i należy go postawić od nowa, a nie jedynie wyremontować. A wszyscy wiemy, z czym to się wiąże. Przetargi, zgłoszenia do przetargów, rozstrzyganie przetargów, zażalenia na rozstrzygnięcia przetargów, rozpatrywanie tych zażaleń, rozmienianie się na drobne, bo procedury związują ręce. Aż w końcu dojdzie do prac właściwych, które siłą rzeczy będą musiały potrwać swoje, bo inaczej tego zrobić się nie da. A potem szopka proceduralna rozpocznie się od nowa – sprawdzanie, odbiór, poprawki ewentualnych uchybień, ponowne sprawdzanie, odbiór, uroczyste otwarcie, z panią prezydent Warszawy na czele oraz arcybiskupem za plecami, jak najbardziej w obiektywach setek kamer, bo inaczej się w tym kraju nie da.

A co potem? Spadnie na most bomba jedna lub druga zrzucona z rosyjskiego bombowca i tyle będzie z tego całego zamieszania.

Dlaczego pozwalam sobie na tak śmiałe czarnowidztwo? Dlatego, iż zgadzam się z byłym wiceministrem Romualdem Szeremietiewem, że Rosja nie ma nam do zaoferowania nic prócz niewoli, a nasz rząd świadomie i z rozwagą pcha nas w paszczę lwa. Ja wiem, że wysyłanie naszych sił na Ukrainę ma się odbyć jedynie w celu przeprowadzenia szkolenia, ale bądźmy szczerzy, to nie będzie szkolenie z tego, jak parzyć yerba mate, albo korzystać z Excela. Co gorsza, Władimir Władimirowych odczyta to po swojemu i nie będzie zwlekał z podjęciem decyzji, jak Unia Europejska.

Ale oczywiście nie ma o czym mówić, bo na Ukrainie nie ma rosyjskich żołnierzy, a takie mundury to można kupić w każdym sklepie z mundurami.