Pokolenie JP2

Tego jaki wczoraj był dzień chyba nie trzeba nikomu mówić. Nawet jeśli ktoś jest niewierzący, z pewnością pamięta, co się wydarzyło dziesięć lat temu. Ja pamiętam jakby to było wczoraj (dosłownie), jak czuwałem w kościele i modliłem się w intencji Jana Pawła II. W zasadzie nie wiem, czy wierzyłem w to, że to pomoże czy też nie, ale co miałem robić? Chociaż przez czas modlitwy poczułem się lepiej. Ojcu świętemu to nie pomogło, ale nie sądzę by cokolwiek mogło pomóc.

Nie byłoby polskości w takim dniu, gdyby nie wycieranie sobie lica Janem Pawłem II. I to nie gdzie indziej tylko w Słupsku. Robert Biedroń nie zgodził się na ozdobienie ratusza plakatem z Janem Pawłem II i od razu został za to skrytykowany.

Abstrahując od tego, że sam papież prosił by go nie czcić oraz by nie stawiać mu pomników. Był skromnym człowiekiem, którego wychował strach i pragnienie pokoju, żeby uniknąć wojny. Nie znam chyba drugiego takiego człowieka, którego aż tak by ignorowano zachowując pozory przyjaźni i zrozumienia.

Mówię tu o przywódcach wielkich mocarstw, którzy na audiencjach zapewniali o swoich jak najlepszych intencjach wycofania się z prowadzonych przez ich kraje konfliktów zbrojnych, a mimo to, nadal w nich trwali.

Nie zrozumcie mnie źle. Nie chciałbym, aby Kościół rządził światem. Moim zdaniem Kościół nie powinien mieszać się do polityki, bo to dwie zupełnie odrębne sfery życia. Polityka jest brudna i zakłamana, zaś Kościół powinien świecić przykładem praworządności i otwartości na dialog. Powinien.

Wszyscy wiemy, że od wieków Kościół uwikłany był w politykę bardziej niż domy opieki społecznej w pomaganie, ale nie w tym rzecz.

Zmierzam tylko do tego, co już powiedziałem, a mianowicie do tego, iż Jan Paweł II, choć nazywany jest wielkim autorytetem i wielkim człowiekiem, mimo wszystko był ignorowany i bezsilny.

Wielu ludzi zarzuca Wojtyle brak reakcji na afery pedofilskie i tuszowanie ich, ale nie wiemy jak było. Widać, że był ignorowany przez „wielkich” tego świata. Możliwe, że i w tej kwestii był lekceważony przez swoich podwładnych, którzy robili swoje po cichu. Wiemy przecież, że Jan Paweł II chorował i choroba postępowała z roku na rok. Taką sytuację bardzo łatwo wykorzystać i podejrzewam, że właśnie dlatego Benedykt XVI abdykował.

Kościół powinien być prowadzony, jak państwo – silną ręką przez silnego, zdrowego przywódcę. Ale i Kościół nie powinien się mieszać w sprawy Państwa. Dlaczego? Ponieważ bardzo wiele osób ze wspólnoty Kościoła ślepo wierzy w każde słowo i nie potrafi samodzielnie myśleć. Nie twierdzę, że to coś złego, że wierzą w nauki Kościoła, ale żeby wierzyć w siedmiogłowe smoki to trochę przesada jednak. Każdy powinien wiedzieć, że to jedynie metafora koalicji zła, która się zawiąże i doprowadzi do końca świata. Nie będzie tam jednak Sądu Ostatecznego, a jedynie krwawiąca planeta i choroba popromienna po wybuchach bomb.

Tak, jak za życia ignorowano papieża, tak robi się to również teraz – 10 lat po jego śmierci. Część ludzi uważa, że to jest świetne i bardzo dobre dla pozytywnego PR-u, aby mówić, chwalić i opowiadać się za Janem Pawłem II, podczas gdy tak naprawdę największą cześć oddaliby mu stosując się do jego nauk i spełniając jego wolę.

Niech spoczywa w pokoju.