MojParlament.eu

Pokolenie JP2

Tego jaki wczoraj był dzień chyba nie trzeba nikomu mówić. Nawet jeśli ktoś jest niewierzący, z pewnością pamięta, co się wydarzyło dziesięć lat temu. Ja pamiętam jakby to było wczoraj (dosłownie), jak czuwałem w kościele i modliłem się w intencji Jana Pawła II. W zasadzie nie wiem, czy wierzyłem w to, że to pomoże czy też nie, ale co miałem robić? Chociaż przez czas modlitwy poczułem się lepiej. Ojcu świętemu to nie pomogło, ale nie sądzę by cokolwiek mogło pomóc.

Nie byłoby polskości w takim dniu, gdyby nie wycieranie sobie lica Janem Pawłem II. I to nie gdzie indziej tylko w Słupsku. Robert Biedroń nie zgodził się na ozdobienie ratusza plakatem z Janem Pawłem II i od razu został za to skrytykowany.

Abstrahując od tego, że sam papież prosił by go nie czcić oraz by nie stawiać mu pomników. Był skromnym człowiekiem, którego wychował strach i pragnienie pokoju, żeby uniknąć wojny. Nie znam chyba drugiego takiego człowieka, którego aż tak by ignorowano zachowując pozory przyjaźni i zrozumienia.

Mówię tu o przywódcach wielkich mocarstw, którzy na audiencjach zapewniali o swoich jak najlepszych intencjach wycofania się z prowadzonych przez ich kraje konfliktów zbrojnych, a mimo to, nadal w nich trwali.

Nie zrozumcie mnie źle. Nie chciałbym, aby Kościół rządził światem. Moim zdaniem Kościół nie powinien mieszać się do polityki, bo to dwie zupełnie odrębne sfery życia. Polityka jest brudna i zakłamana, zaś Kościół powinien świecić przykładem praworządności i otwartości na dialog. Powinien. Czytam więcej

Wiosna… no właśnie, czyja?

Robi się coraz goręcej. W polityce oczywiście, nie w pogodzie. Co prawda mamy wiosnę, ale wiosna chyba jeszcze o tym nie wie i na razie trzyma się gdzieś w cieniu. Za to w polityce prawie lato. Wczoraj, a w zasadzie dziś o północy z wyścigu do fotela prezydenckiego odpadła Anna Grodzka, jako że nie zdołała zebrać wymaganych stu tysięcy podpisów. Nie mnie oceniać, czy to dobrze, czy źle dla polskiej polityki, niemniej na pewno dobrze dla Anny Grodzkiej.

Zdaję sobie sprawę, że pytanie o to dlaczego to dobrze, samo ciśnie się na usta, niemniej odpowiedź jest bardzo oczywista. Z powodu tego, kim jest Anna Grodzka. I nie chodzi mi wcale o to, że mam coś przeciwko. Nie rozumiem tego, ale i nie zamierzam piętnować, bo nie wychodzę z założenia, że jeśli czegoś nie rozumiem to znaczy, że jest to złe.

Chodzi mi natomiast o coś innego. Gdyby Anna Grodzka zdołała zebrać te sto tysięcy podpisów, jej rywale w kampanii prezydenckiej byliby bezwzględni. Chociaż na co dzień może nawet chodzą razem na kawę, czy na piwo i się świetnie dogadują w sejmowych korytarzach, w kampanii zniżyli by się poniżej poziomu homo sapiens, bo w walce takiej jak ta, nie liczy się nic oprócz zwycięstwa.

Tak, jak na początku każdy każdemu okazywał szacunek, wskazywał na mocne strony rywala, tak teraz zaczyna się zaszczuwanie przeciwnika i obrzucanie siebie wzajemnie błotem. Przykład? Muzeum otwarte przez PiS i Andrzeja Dudę. Jak nie popieram kandydatury Bronisława Komorowskiego i wcale mu nie kibicuję w walce o reelekcję, tak ruchu PiS nie jestem w stanie pojąć. To znaczy, wiem, że miało to na celu zdyskredytować Bronisława Komorowskiego, ale samo w sobie było szczeniackie i niegodne kandydata na prezydenta. Czytam więcej

Mało polityczny wpis

Ostatnimi czasy wydawać by się mogło, czytając moje wpisy, że nienawidzę Bronisława Komorowskiego. Nic bardziej mylnego. Nie to, żebym od razu padał mu w ramiona, niemniej nie żywię do prezydenta nienawiści. Po prostu uważam, iż nie nadaje się na prezydenta. Musiałem w jakiś sposób dać temu wyraz i mam nadzieję, że zrobiłem to w dość klarowny sposób.

Faktem natomiast jest to, iż mam awersję do całego grona politycznego. Bez wyjątków. Nie zważam na to, czy ktoś jest transseksualistą, czy gejem, czy ma w oczach wiadomo co. Denerwuje mnie natomiast to, jak każdy przed kamerą pręży się i szczerzy, byle tylko wypaść jak najlepiej. Jak każdy chce oszukać wyborców, że jest bez skazy, a reszta to utaplane w błocie świnie. Wszyscy dobrze wiemy, o co toczy się gra. I nie mówię tu tylko o kandydatach i kandydatkach na prezydenta. Choć, trzeba przyznać, akurat kandydatki są bardzo mało aktywne w tej kampanii. Czytam więcej

Sezon Ogórkowy

W końcu wśród swoich. Tymi słowami jeden z internautów skomentował zdjęcie Bronisława Komorowskiego w oborze rolnika pod Środą Wielkopolską, jakie pojawiło się dzisiaj w Sieci. Można się sprzeczać, co do kultury wypowiedzi i niestosownego zachowania tegoż internauty, jednak powinien to być punkt informacyjny dla sztabu wyborczego obecnego prezydenta, w jaki sposób jest postrzegany kandydat PO przez społeczeństwo.

Jeśli to jest mało, to kolejnym przykładem może być zachowanie tłumu na wiecu wyborczym Bronisława Komorowskiego w Krakowie, który podczas wystąpienia prezydenta RP skandował takie hasła jak: „Zdrajca”, „Hańba!” oraz „Gdzie jest Szogun?!” Jeden z obecnych przyniósł nawet ze sobą krzesło. Miało to, jak wiedzą wszyscy normalnie myślący ludzie, charakter prześmiewczy, mający na celu wykpić sytuację z Japonii, ale ochrona uznała inaczej i temu człowiekowi postawiony został zarzut próby dokonania zamachu na prezydenta. Mój kraj, taki piękny… Czytam więcej

„Na weselu trza być w butach”, na fotelu zaś bez butów

Nie byłbym sobą, gdybym nie wspomniał o wpadce Bronisława jeszcze prezydenta Komorowskiego w Japonii. Widząc doniesienia o tym zdarzeniu miałem wrażenie, że trafiłem na jakiś kanał komediowy, albo ktoś próbuje mi zrobić przedwczesny dowcip na Prima Aprilis.

Niestety, kiedy zdamy sobie sprawę z tego, iż nie jest to ponury żart, sytuacja zaczyna wyglądać naprawdę nieciekawie.

Oczywiście pomijam tutaj to, w jaki sposób pan prezydent zwrócił się do generała Kozieja, bo w tym zwrocie nie było nic niestosownego, wszak pan generał istotnie jest zwierzchnikiem sił zbrojnych w naszym kraju, więc tutaj żadne faux pas naszemu naczelnemu wodzowi się nie przydarzyło, niemniej wchodzenie na fotel/krzesło/ogólnie mebel, żeby ładnie wyjść na zdjęciu to już lekka przesada.

Chociaż może nie taka lekka, bo reakcja Japończyków udowodniła, iż wielkie, okrągłe oczy typu „manga” wcale nie są niemożliwe do zrobienia.

A w niedzielę w programie Kawa Na Ławę, poseł PO, Adam Szejnfeld twierdził, że zawinili Japończycy, bo to oni powinni pilnować etykiety. Mniej więcej tak powiedział, dokładnie nie zacytuję, ale odkąd to usłyszałem, zachodzę w głowę, co to może oznaczać. Czy to znaczy, że prezydent jest małym dzieckiem i nie wie, jak należy się zachować, czy co?

Wpadka goni wpadkę. I to w kampanii wyborczej. W zasadzie dobrze, bo to skraca dystans między Komorowskim, a pozostałymi kandydatami.

Jeszcze jedna, ważna rzecz, która skłania mnie do tego, by nie głosować na Bronisława Komorowskiego. Nie mówi całej prawdy w kwestii bezpieczeństwa naszego kraju. W sobotę zamordowano z zimną krwią rosyjskiego opozycjonistę Borysa Niemcowa. Dzisiaj wydano zakaz wstępu naszemu marszałkowi senatu, panu Borusewiczowi, który chciał oddać hołd zmarłemu, ale Rosja się nie zgadza na jego udział w ceremonii pogrzebowej.

Taka reakcja jasno pokazuje, że Polacy nie są mile widziani, nie są traktowani neutralnie, a wręcz z niechęcią. Jeśli tę niechęć okazuje się jawnie i to w tak bezceremonialny sposób, to ja się pytam pana prezydenta, na jakiej podstawie stwierdza, że Polska może się czuć bezpieczna, skoro Rosja traktuje nas we wrogi sposób?

No dobrze, może raczej zapytałbym, bo pan Bronisław jeszcze prezydent Komorowski, nie odpowie, ponieważ unika rozmów na poważne tematy.

Wiadomości zła i zła

Nie mam pewności, czy mijający tydzień zaliczyć do złych, czy do fatalnych. Sami musicie sobie odpowiedzieć na pytanie o to, jaki był ten kończący się tydzień. Ja wiem tylko, że nie przyniósł nic dobrego.

Ja wiem tylko, że od wczoraj ruszył program wykorzystywania pozyskanych funduszy unijnych na rozwój naszego pięknego kraju. Oczywiście kwota ta, czyli ponad 500 mln, nie mogła zostać podzielona równomiernie. Jak zwykle najwięcej musi przypaść w udziale najbogatszym regionom, a najbiedniejsze województwa muszą rozwijać się z ochłapów. Cóż, wygląda na to, że remie dla współpracowników same się nie wypłacą.

Oczywiście nie twierdzę, że te pieniądze zostaną zdefraudowane, ale wszyscy chyba dobrze wiemy, jak skończy się ta cała historia – gigantycznymi premiami uznaniowymi za genialnie wykonaną robotę. Czytam więcej

Wiatr od Wschodu

Zły Orban, oj bardzo, bardzo niedobry, zły Orban. Nu, nu, nu. Mniej więcej tak brzmiała Ewa Kopacz podczas konferencji z Orbanem. W zasadzie to nawet nie chce mi się tego komentować.

Co by nie mówić, ważne, abyśmy byli w gotowości nieść pomoc, ale niesienie pomocy a pójście pod nóż to dwie różne sprawy, a wszystko wskazuje na to, iż tak właśnie będzie, jeśli kierunek polityki naszego rządu się nie zmieni. Szkoda, że do listopada jeszcze tak daleko. Ale z drugiej strony, może i nie szkoda, bo po wyborach samorządowych może być jeszcze gorzej.

Przykro mi to mówić, ale Orban rzeczywiście popełnił błąd spotykając się z Putinem, niemniej Ewa Kopacz nie wyglądała ani groźnie, ani nie brzmiała groźnie. Brzmiała wręcz śmiesznie i żałośnie. Przemówienie miała zaiste kwieciste, ale puste, jak wydmuszka i nic nie wnoszące.

Może już lepiej byłoby dać zadzwonić do Putina Magdalenie Ogórek. A skoro jesteśmy przy tym, to trzeba przyznać, iż Magdalena Ogórek wyrasta na ciekawą kandydatkę na prezydenta, choć oczywiście w jej przemowie nie było absolutnie ani jednego słowa, które byłoby dobrą zachętą do tego, aby oddać na nią swój głos. Czytam więcej

Karuzela z nudą

Mamy dziś piątek, trzynasty dzień lutego, zatem najwyższy czas na skrót najważniejszych informacji. A tak całkiem poważnie, to mijający tydzień nie należał do szczególnie aktywnych, jeśli chodzi o politykę i upłynął pod znakiem protestów. Do górników dołączyli rolnicy, którzy przyjechali do Warszawy. Oczywiście do przewidzenia było, że niczego nie wskórają, bo nie od dziś wiadomo, że w naszym kraju największym przywilejem obywatela jest siedzieć cicho.

Co gorsza, z tego przywileju skorzystała Ewa Kopacz, o której informacje jakoś mi umknęły w mijającym tygodniu i jeśli pojawiła się gdzieś w telewizji to jedynie po to, by nie zabłysnąć, skoro nie utkwiło mi to w pamięci. Niestety dowodzi to, że albo jest miałkim premierem, albo ja jestem nieuważnym widzem i całkiem sporo mi umknęło.

Cóż, w mijającym tygodniu niewątpliwym plusem był tłusty czwartek i możliwość zjedzenia pączka. Nie można bowiem nader ekscytującym nazwać wiecznego roztrząsania i rozkładania na czynniki pierwsze, a nawet dziesiętne tej jedynki, przemówienia Andrzeja Dudy. Zdążyłem jednak przywyknąć, że nasze media serwują nam wszystko to, co jest mało istotne. Kandydat PiS wyszedł, powiedział, co miał powiedzieć i zszedł ze sceny, tyle.

Jutro na scenę wchodzi Magdalena Ogórek i ciekaw jestem, czy będzie widać panią doktor, a słychać Leszka Millera, tak jak  było widać Andrzeja Dudę, a słychać było Jarosława Kaczyńskiego. Mam nadzieję, że nie, bo bardzo by mnie to rozczarowało. Do wyścigu chce dołączyć Paweł Kukiz, musi tylko zebrać sto tysięcy podpisów poparcia i droga do startu wolna.

Powodzenia.

Tekst zakrapiany ironią i z łyżeczką dziegciu

Kolejny tydzień za nami. Strasznie ten rok szybko mija. Dopiero co były imieniny Sylwestra, a dziś mamy już niemal połowę lutego. Co ważniejsze, dni stały się zauważalnie dłuższe. Nie przeszkadza to jednak, aby na wszystko brakowało nam czasu i żeby działo się bardzo wiele. Tak u nas, jak i w polityce.

Nie będę pochylał się nad sporem Schetyny Grzegorza z resztą świata, bo posłowie i ministrowie paplali od wieków, paplają i paplać będą, a robić z igły widły to najlepiej umie opozycja, dlatego zostawmy to właśnie jej. Niech się na coś przyda.

Ważniejsze jest to, iż podczas raportowania przez telewizje kolejnych argumentów w owym sporze oraz zamieszania z górnikami, bardzo szczelnie przykryto społeczeństwu informację o odrzuceniu przez Sejm ustawy zwiększającej kwoty wolnej od podatków. Szkoda, bardzo szkoda, bo ustawa zakładała też tyle, iż obywatel nie może zapłacić więcej niż jest w stanie, bo musi mu zostać coś „na życie”. Niestety, obiady za 1300 złotych się same nie zapłacą, więc ustawa została odrzucona. Cieszymy się, prawda? Ewa Kopacz nauczyła się wiele od swojego poprzednika, to trzeba jej przyznać. Czytam więcej

Coraz cieplej, idzie wiosna

Kończy nam się powoli styczeń, za rogiem czai się już luty, a na horyzoncie majaczą nieco poważniejsze mrozy, a tymczasem w polityce idzie wiosna i robi się coraz cieplej. Jeszcze trochę a zrobi się naprawdę gorąco. Wszystkich zapewniamy, że jest to sytuacja całkowicie normalna i nie należy dopatrywać się w tym żadnych anomalii. Oczywiście podmiotem odpowiedzialnym za taki stan rzeczy jest burzowy front, który nadciąga do nas ze Wschodu, a nazywa się on kampanią wyborczą.

Póki co, jesteśmy jeszcze w pierwszej fazie tej wielkiej machiny, która z pełną parą wystartuje niebawem . Na razie jeszcze nie wszystkie partie przedstawiły swoich kandydatów, ale już można zauważyć nerwowe ruchy posłów, którzy bratają się z ugrupowaniami, z którymi teoretycznie jest im nie po drodze, jak na przykład poseł John Godson, który już po raz trzeci zmienia partię. Czyżby wyczuł możliwość zajęcia jakiegoś wysokiego stanowiska po wyborach parlamentarnych? Bo na to, iż PSL wystawi go jako swojego kandydata w wyborach prezydenckich raczej nie ma co liczyć. Czytam więcej