Mało polityczny wpis

Ostatnimi czasy wydawać by się mogło, czytając moje wpisy, że nienawidzę Bronisława Komorowskiego. Nic bardziej mylnego. Nie to, żebym od razu padał mu w ramiona, niemniej nie żywię do prezydenta nienawiści. Po prostu uważam, iż nie nadaje się na prezydenta. Musiałem w jakiś sposób dać temu wyraz i mam nadzieję, że zrobiłem to w dość klarowny sposób.

Faktem natomiast jest to, iż mam awersję do całego grona politycznego. Bez wyjątków. Nie zważam na to, czy ktoś jest transseksualistą, czy gejem, czy ma w oczach wiadomo co. Denerwuje mnie natomiast to, jak każdy przed kamerą pręży się i szczerzy, byle tylko wypaść jak najlepiej. Jak każdy chce oszukać wyborców, że jest bez skazy, a reszta to utaplane w błocie świnie. Wszyscy dobrze wiemy, o co toczy się gra. I nie mówię tu tylko o kandydatach i kandydatkach na prezydenta. Choć, trzeba przyznać, akurat kandydatki są bardzo mało aktywne w tej kampanii.

Pani Wandy Nowickiej chyba jeszcze nie widziałem w telewizji i nie słyszałem w radio, choć może to moja wina, bo patrzyłem nie tam gdzie trzeba. Może zbiera wciąż podpisy, wstyd się przyznać, ale nie wiem.

Wiem tylko, iż polityka, to okrutny, męski sport. Jakkolwiek szowinistycznie by to nie brzmiało, to niestety taka jest prawda. Mówię „niestety”, ponieważ u sterów stoją wciąż ci sami kapitanowie. Zmieniają tylko nazwy okrętów, prześcigają się na piękne hasła i wielkie obietnice wyborcze, a tymczasem dalej jest jak jest – okręt tonie.

Telewizja straszy wojną. Cóż, musi. Zdaję sobie sprawę, iż wojna rzeczywiście jest o krok, może nawet światowa, ale nie zamierzam nikogo tym straszyć. Wolę się do niej przygotować, choć nie sądzę, abym mógł cokolwiek zdziałać. Jeśli rozpęta się poważny konflikt to tym razem nie będzie dokąd uciec. Pozostanie walczyć i do walki należy ludzi mobilizować.

Żyjąc w strachu, żyjemy w poczuciu klęski, a Polacy to przecież wielki naród. Na szczeblach władzy stało się to, co w „Folwarku zwierzęcym”, niemniej jednak naród wciąż jest wielki i może być wielki. Musi tylko stanąć za sterami swojej własnej wielkości i przestać się bać.

Tam u góry nikt nas nie obroni. Sami musimy o siebie zadbać, a potem rozliczyć władzę z ich podłości. I ustanowić nową, lepszą władzę.

Aby na powrót stać się silnym, wielkim narodem, musimy pójść do urn. Jeśli będzie trzeba to również na pole bitwy, aby naprawdę żyło się lepiej. Wszystkim, a nie tylko tym przy korycie.