Gdzie jest Tusk?

Wiele osób zastanawia się, gdzie podziała się Magdalena Ogórek i co się z nią dzieje, a także, dlaczego w mediach zastępuje ją Leszek Miller. Przyznam szczerze, że coraz mniej dziwię się dziennikarzom, którzy w sposób sceptyczny podchodzą do możliwości pani Magdaleny, aby wygrać wybory, czy choćby dostać się do drugiej tury, jeżeli ta druga tuta w ogóle się odbędzie.

Mimo wszystko, o ile nie dziwi mnie sceptyczne nastawienie dziennikarzy, szczególnie stacji TVN, które jak żadna inna stacja idzie w zaparte za Bronisławem Komorowskim, o tyle dziwi mnie trochę brak profesjonalizmu i zwyczajne chamstwo w zadawaniu pytań. Chociaż… Może właśnie nie powinno mnie to dziwić? Przecież nic się tak dobrze nie sprzedaje jak świeże bułeczki i chamstwo.

Mimo wszystko mam wrażenie, że nie tędy droga.

Sami kandydaci bardzo pięknie dostrzegają mocne strony swoich rywali, chwalą ich i udają szacunek, podczas gdy robią wszystko, by zdyskredytować przeciwników w wyścigu o fotel prezydenta. To pokazuje, iż nie są godni tego, by zasiadać na fotelu prezydenta. Nawet jeśli to w dużej mierze funkcja jedynie reprezentatywna.

Najbardziej boli nie to, iż medialni dziennikarze dali się wciągnąć w przedwyborczą przepychankę. Najbardziej boli, że dają się w to wciągnąć vlogerzy z YouTube. No, a przynajmniej jeden, który zrobił wywiad z prezydentem Bronisławem Komorowskim twierdząc, iż tylko on zdecydował się przyjąć zaproszenie do jego programu, a tak naprawdę nikogo więcej nie zaprosił. Mam nadzieję, iż okaże się, że zaproszenia były wysyłane mailowo i trafiły do skrzynki ze spamem, do której nikt w sztabach wyborczych nie zagląda, niemniej jednak niesmak pozostał.

Celowo nie podaję nazwy kanału ani nazwiska tego vlogera, aby nie robić mu reklamy. Co jak co, ale na pewno jego kanał dzięki takiemu szumowi zyska większą liczbę odsłon. I oczywiście będzie się zapierał, że nie ma to dla niego znaczenia, że to nieistotne, ale wiecie co? Nie wierzcie w to. Gdyby to było nieistotne, to by się tym nie zajmował. Mimo wszystko, mam nadzieję, że źle oceniam tego człowieka i że wszystko się wyjaśni, bo chciałbym, aby chociaż Internet pozostał neutralny.

Wracając do samych kandydatów. Jak mówiłem, uważam, iż każdy, kto obrzuca drugiego błotem, nie zasługuje na wygraną w wyborach, bo kampania, moim zdaniem, nie powinna polegać na udowadnianiu, iż „powinniście głosować na mnie, bo tamten na to nie zasługuje”, lecz na prezentowaniu swoich zdolności, swoich mocnych stron i zachęci do głosowania, bo ma się solidny plan swojej kandydatury, do realizacji którego będzie się dążyło z całych sił.

Swoją drogą, sytuacja w kraju pokazuje, iż nie należy głosować na prezydenta wywodzącego się z partii koalicyjnej, bo wtedy proces legislacyjny zostaje przekłamany, a równowaga zachwiana. Właśnie, ale kto wygra wybory parlamentarne? Nie wiadomo. I dlatego nieszczęściem są wybory prezydencje przed wyborami parlamentarnymi.

A polityka to, jak wiemy, brudna kochanka, która upodli każdego. Wystarczy tylko popatrzeć na ostatnie wydarzenia. W piątek obchodziliśmy piątą rocznicę katastrofy smoleńskiej. Już w sobotę podniósł się jazgot, gdzie jest Tusk i czemu nic nie powiedział? Czemu nie złożył „chołdu” (pisownia celowa, by wykpić błąd ortograficzny na tablicy upamiętniającej ofiary katastrofy) osobom, które zginęły?

Jest jedna prosta przyczyna – nie musiał robić z siebie małpy, która to pokazuje jaka ona jest moralnie kryształowa, bo lituje się nad zmarłymi. Owszem, w Smoleńsku doszło niezaprzeczalnie do tragedii, owszem, ich rodziny przeżywają katusze po dziś dzień, ale jeszcze większą tragedią i absolutnie haniebnym czynem jest robienie kariery na śmierdzi niemal stu osób. Żałosne i niegodne. To już lepiej nic nie mówić.