MojParlament.eu

Aborcja, życie, wybór

Przez nasz piękny kraj ponownie przelewa się fala protestów związanych z ustawą antyaborcyjną. Obecnie obowiązuje ustawa z 1993 roku, nazywana „kompromisem aborcyjnym”. Przewiduje ona możliwość legalnego przerywania ciąży w wypadku gdy jest ona następstwem czynu zabronionego – gwałtu, zagraża życiu matki lub gdy płód jest nieodwracalnie uszkodzony. Powszechna debata pokazuje, że taki stan rzeczy podoba się większości obywateli.

Czytam więcej

Barwy Kampanii

Kampania wyborcza w USA nabiera coraz większych rumieńców. Mimo, że do właściwych wyborów zostają jeszcze niemal trzy miesiące, codzienne starcia kandydatów są od dawna na porządku dziennym. Wybór nowego prezydenta Stanów Zjednoczonych to nie tylko wewnętrzna sprawa tego państwa; póki co, Stany są nadal jednym z największych światowych mocarstw i część ich spraw wewnętrznych, w tym wybór przywódcy wpływa na kierunek polityki wieli państw.

Czytam więcej

Kto nie uczy się historii, jest skazany na jej powtarzanie

W XXI wieku, epoce postępu i rozwoju dzieją się rzeczy niezwykłe i niepokojące zarazem. Niemal wszystkie państwa po kolei wracają do wzorców rodem wyjętych z lat 30 – narodowych socjalizmów, faszyzujących pomysłów i agresywnego nacjonalizmu. Co się stało, że ludzie żyjący w dobrobycie, w większości wychowani w kompletnym luzie lat 90 stali się tak radykalni i zawzięci?

Czytam więcej

Tragiczno – rozrywkowe eventy państwowe

IV RP weszła na dobre w nową rzeczywistość.

W rzeczywistość absurdu, konfliktu i podejrzenia. Okazuje się, że nic nie jest takim, jakim się wydaje, a rzeczywistość znana nam od 23 lat praktycznie nie istniała, bo była złudzeniem i genialnie zaplanowaną mistyfikacją. Przez kogo zaplanowaną? – przez wrogów ojczyzny, nieprawdziwych polaków, gorszy sort, agentów Moskwy i sług Berlina. Opcji do wyboru jest wiele. W ostatnich miesiącach debata publiczna odbywa się wedle jednego schematu : wypowiedź polityka/zmiana ustawy – cotygodniowe manifestacje różnych grup – seria medialnej propagandy mającej być wyjaśnieniami plus trochę obelg pod adresem obywateli.

Czytam więcej

Terroryzm – gorsze zagrożenie zamachem na maratonie czy skrajną prawicą?

5 lat trwa już wojna domowa w Syrii, a wraz z nią exodus ludów afrykańskich do europy. 2 lata istnieje twór o nazwie “państwo islamskie”. W europie szaleje strach przed zamachami – straszne słowo terroryzm jest najczęściej powtarzanym przez wszystkie wiadomości, a stary kontynent w obawie o życie zwraca się ku skrajnym, faszyzującym prawicom. Jak wygląda Europa XXI wieku? Zanalizujmy:

Czytam więcej

Szaleństwo to bardzo zaraźliwa choroba

Nasz kraj stanął nad przepaścią której granicę wyznacza granica absurdu. Ostatnie wybory i zmiana rządu przynoszą jak dotąd więcej strat i kłopotów przez tak krótki czas, niż ich poprzednicy przez 8 lat razem wzięte. Mierzenie sukcesu rządów poprzez brak szkód nie jest oczywiście dobrą metodą, lecz w Polskich warunkach bywa jedyną.

Unia Europejska i sojusznicy zza oceanu są zaniepokojeni autorytarnymi pomysłami naszego nowego rządu ; będąc częścią dużej organizacji międzynarodowej o głębokich wzajemnych powiązaniach nie możemy prowadzić niestabilnej, nastawionej na konfrontację z partnerami polityki. Nasz nowy rząd zdaje się tego nie rozumieć, idąc otwarcie w każdy konflikt, jak się pojawi na horyzoncie.

Czytam więcej

Nie ma takiego rządzenia

Ostatnie tygodnie pokazują dobitnie wszystkim polakom, że nie możemy mieć demokracji, bo jej ewidentnie nie chcemy i nie potrafimy używać. Dostaliśmy na co zasłużyliśmy – państwo PiS w całej okazałości. I to drugi raz.

Zacznijmy od krótkiej analizy, dlaczego rodacy w ogóle wybrali właśnie taki rząd. Osiem lat rządów Platformy było dość udanych i dość dobrych dla kondycji kraju. Rozwinęła się szeroko pojęta gospodarka i zacieśniły kontakty międzynarodowe. Polska dokonała szeregu inwestycji w celach rozwojowych. Jednakże, Platforma wybory przegrała.

Czytam więcej

Bliskowschodnia beczka prochu

O konflikcie szalejącym na bliskim wschodzie mówi się bezustannie, w ostatnich dwóch latach głównie w aspekcie Państwa Islamskiego. Ten temat już na blogu był omawiany. W ramach aktualizacji danych – sytuacja w tym regionie nadal się zmienia. Do akcji weszło wszech imperium Rosyjskie, to jest, Federacja Władimira Putina.

Czytam więcej

Nowe – stare wybory

Za kilka dni odbywają się wybory parlamentarne w naszym pięknym kraju. Zarejestrowane, startujące partie pokazują nam nowe twarze, mające przysłonić stare skojarzenia. Od  pewnego czasu można zauważyć tendencję do wystawiania nieznanych dotąd osób na pierwszy plan – są jak czysta karta, nie skażone starymi niesnaskami ani aferami. Mają zapewnić dobry wynik wyborczy, ponieważ nie budzą złych skojarzeń – często w ogóle żadnych. Pamięć o nich sięga początku aktualnej kampanii wyborczej.

Czytam więcej

Embargo, zniesienie embarga – szary obywatel a polityka międzynarodowa

Embargo jest słowem, które bardzo często pojawia się w wiadomościach . Słyszymy, że Stany Zjednoczone zniosły embarga nakładane na Kubę o kilkudziesięciu lat. Będzie wzrost gospodarczy, dużo wolnego handlu, rozwój! Zyskają obie strony. Słyszymy również, że embargo nałożyła na nas zła Rosja za pomoc biednej Ukrainie. Nie możemy sprzedawać, a zatem i wysyłać do nich mięsa, nabiału, owoców, warzyw. Rosja zakazała importu produktów z niemal całego Zachodu, niszcząc pokazowo i komisyjnie wszystkie, które przedostały się bokiem, w wyniku jakiegoś przemytu (przemyt jabłek – jak to brzmi?).

Czytam więcej

Hannibal ante portas

Europa stoi u progu humanitarnej katastrofy, największej od czasów II Wojny Światowej. Uchodźcy z północnej afryki,a przy okazji i Bliskiego Wschodu stoją u progu, walą do naszych drzwi.

Codziennie jesteśmy bombardowani wiadomościami o kolejnych łodziach pełnych ludzi u wybrzeży Włoch, Grecji, Węgier, o zatrzymanych ciężarówkach z uciekinierami już w środku Europy. Słuchamy o dantejskich scenach, jakie się rozgrywają w Eurotunelu łączącym Francję z Wielką Brytanią. Imigranci skaczą na pociągi. Imigranci szturmują ogrodzenia. Imigranci śpią na trawnikach w parkach i skwerach. Zanim zaczniemy pomstować na ludzi uciekąjcych przed wojną, zastanówmy się, co doprowadziło do takiego stanu rzeczy.

U podstaw problemu leży amerykańska inwazja na Irak w ramach tak zwanej wojny z terroryzmem. W 2003 roku na podstawie „kowbojskiej” doktryny Georga Busha i pretekstu posiadania przez Irak broni chemicznej obalono dyktatora Saddama Huseina,c o zapoczątkowało proces destabilizacji całego regionu. Misja stabilizacyjna  przyniosła stabilizację tylko interesom naftowym stanów. Wojska koalicji wycofując się, zdążyły jeszcze utworzyć nowy, demokratyczny rząd, w którym na czele w większości szyickiego Iraku postawili sunitę. Zapoczątkowało to falę przewrotów, wzrost siły Bractwa Muzułmańskiego i podwaliny wojny domowej.

Czytam więcej

Grecka tragedia.

Panujący od 2008 roku kryzys ekonomiczny odcisnął swoje piętno na niemal wszystkich krajach świata. Największe żniwo zebrał jednak w Grecji, która obecnie znajduje się na skraju przepaści. Przeciągające się negocjacje z międzynarodowymi instytucjami finansowymi, a także rządami państw strefy euro zaogniły również nastroje społeczne.

Trudne porozumienie

Obecna sytuacja polityczna w Grecji wykrystalizowała się przede wszystkim za sprawą przeprowadzonego niedawno referendum, w ramach którego obywatele opowiedzieli się przeciw reformom proponowanym przez wspomniane podmioty. Wydarzenie to sprawiło, iż pozycja greckiego premiera Aleksisa Tsiprasa znacząco się umocniła. Zyskał on bowiem mandat społeczny, który upoważnia go do przeciwstawienia się zagranicznym partnerom.

Czytam więcej

Zaklinam Was, idźcie!

Wilki to sprytne zwierzęta, zawsze sobie poradzą. Okazuje się, że Nocne Wilki równie są dość sprytne i do Niemiec wjechały przez Austrię, nieupilnowane przez nikogo. Nocne Wilki 1 – Unia Europejska 0. No, ale zostawmy już tych panów na motorach. Co zbyt dużo szumu to niezdrowo. No chyba, że jesteśmy nad morzem, to wtedy szum (fal) jest jak najbardziej wskazany.

W przyszłą niedzielę pójdziemy do urn wyborczych. A przynajmniej taką mam nadzieję, że pójdziemy, a nie, że tylko ja pójdę. Mówię tak, bo wiem, jak wielką niechęcią cieszą się wśród naszych rodaków wszelkie wybory. Jest ich w naszym pięknym kraju co prawda całkiem sporo, ale też nie możemy narzekać. W końcu odbywają się i tak w dzień wolny od pracy. Przynajmniej dla większości z nas.

Nie chce nikomu podpowiadać na kogo ma głosować. Nie chcę nawet wracać do wcześniejszych wpisów, w których nie tylko sugerowałem, ale wręcz jasno i otwarcie mówiłem, na kogo nie głosować i kto czytał, ten wie, iż miałem na myśli obecnie urzędującego prezydenta.

Nie chcę nawoływać, żeby głosować na Janusza Korwina-Mikkę, czy innego kandydata. Każdy musi sobie sam odpowiedzieć na kogo chce zagłosować. Dla mnie istotne jest jedynie to, abyście poszli zagłosować. Nawet jeżeli macie oddać nieważny głos, bo uważacie, że nie ma wśród kandydatów na prezydenta osoby, którą moglibyście obdarzyć swoim poparciem. Przecież nieważny głos to również głos. On również może mieć znaczący wpływ na wynik wyborów.

Po pierwsze dlatego, że mógł go dostać któryś z kandydatów, więc możliwe, że komuś tego jednego nieważnego głosu zabraknie, aby osiągnąć upragniony sukces, a po drugie dlatego, że dzięki Twojemu udziałowi w wyborach, większa będzie frekwencja wyborcza, a te przecież są z wyborów na wybory coraz słabsze.

Wielu jest ludzi, którzy twierdzą, że nie mają na kogo głosować, zatem oni się z domu nie ruszą. Lenie i tchórze, malkontenci bez pomysłu na życie i totalnie nieodpowiedzialni obywatele. I nie mówię tego, aby kogoś obrazić. Jeżeli ktoś poczuje się dotknięty tymi słowami to bardzo dobrze, byle tylko w niedzielę 10. maja ruszył się sprzed telewizora i poszedł zagłosować.

Czytam więcej

Nie wierzę

Nic się nie dzieje bez przyczyny. Ten znany skądinąd frazes doskonale obrazuje nam to, w jaki sposób powinniśmy podchodzić zarówno do słów polityków, jak i do przekazów medialnych w różnych stacjach. Wystarczy choćby wspomnieć o sondażach przedwyborczych. Po pierwsze, jest to woda na młyn dla stacji telewizyjnych, które uwielbiają robić coś z niczego, a po drugie są tak wiarygodne, jak obrońca Kuby Rozpruwacza.

Zostawmy jednak na chwilę sondaże. Zostawmy wybory. Zajmijmy się przez chwilę podzieloną watahą Nocnych Wilków. W zeszłym tygodniu pisałem o tym, że powinni przejechać. Podtrzymuję. Nawet jeżeli sympatyzują z Putinem, mieli prawo przejechać. No bo dlaczego mieliby nie sympatyzować ze swoim prezydentem? Zostawmy jednak sam przejazd i to, czy powinien dojść do skutku, czy też nie.

Szum medialny, jaki stworzony został wokół tego wydarzenia, zmusiły mnie do napisania tego, czego unikałem całym swoim jestestwem, a mianowicie do napisania tego, że zgadzam się z Adamem Szejnfeldem z PO, który powiedział w telewizorze, iż ten przejazd Nocnych Wilków był propagandą, która już się Rosjanom udała. Jak bardzo nie mogę ścierpieć tego człowieka, tak niestety muszę mu przyznać rację, ponieważ nie mogę racji nie dostrzegać, gdy ona czai się za moimi plecami, by kopnąć mnie w miejsce przeznaczone do tego, by na nim siadać. Jednak ta cała propaganda nie udałaby się, gdyby polskie media nie były tak naiwne i zachłanne na kasę i nie łykały byle dziadostwa, jak młody pelikan świeże rybki. No ale cóż, takie mamy media, jaką mamy mentalność, a taką mamy mentalność, jaką nam wykreują media. Nie mówię o jednostkach, mówię o mentalności społecznej, która jest w zastraszająco złej kondycji. Czytam więcej

Telewizja? Powinni tego zabronić

O szkodliwości telewizji mówi się od dawna. Przynajmniej od momentu, gdy zauważono wzrost przestępczości. Zaczęto za to winą obarczać gry wideo oraz telewizję. Dzisiaj najczęściej oskarża się gry komputerowe, które są pełne brutalności i wszelkiego innego rodzaju „zła”. Ostatnimi czasy próbuje się nawet przeforsować ustawę nakazującą sprzedaż gier oznaczonych jako te dla dorosłych jedynie osobom powyżej osiemnastego roku życia. W zasadzie nie mam nic przeciwko, tylko że to zbędne wyrzucanie pieniędzy w błoto na kampanie informacyjne i drukowanie tej ustawy w dzienniku ustaw. Totalnie bez sensu, bo nie przeszkodzi to osobom niepełnoletnim w dotarciu do tych gier.

Nie muszą wcale korzystać z Internetu, choć na tym to się zapewne skończy, jeśli rzeczywiście wejdzie w życie, a chyba wejdzie. Wystarczy, że poproszą o pomoc rodziców. Rodzic, aby mieć spokój i wyjść na dobrego rodzica, kupi grę i będzie tyle w temacie. To zupełnie tak, jak stosowanie zabezpieczeń przed wejściem na strony dla dorosłych w postaci wyskakującego okienka pytającego, czy jesteśmy pełnoletni. Ci niepełnoletni są z pewnością tak uczciwi, że poczują się moralnie zobowiązani do tego, żeby kliknąć NIE.

Mimo wszystko, tym czego powinno się zakazać jest, moim zdaniem, oglądanie telewizji. Tak, jak pewna znana sieć marketów jest dla osób, które nie są oszczędnie obdarzone mózgowiem, tak telewizja sprawia, że te markety nie są dla coraz większej rzeszy osób. Czytam więcej

Gdzie jest Tusk?

Wiele osób zastanawia się, gdzie podziała się Magdalena Ogórek i co się z nią dzieje, a także, dlaczego w mediach zastępuje ją Leszek Miller. Przyznam szczerze, że coraz mniej dziwię się dziennikarzom, którzy w sposób sceptyczny podchodzą do możliwości pani Magdaleny, aby wygrać wybory, czy choćby dostać się do drugiej tury, jeżeli ta druga tuta w ogóle się odbędzie.

Mimo wszystko, o ile nie dziwi mnie sceptyczne nastawienie dziennikarzy, szczególnie stacji TVN, które jak żadna inna stacja idzie w zaparte za Bronisławem Komorowskim, o tyle dziwi mnie trochę brak profesjonalizmu i zwyczajne chamstwo w zadawaniu pytań. Chociaż… Może właśnie nie powinno mnie to dziwić? Przecież nic się tak dobrze nie sprzedaje jak świeże bułeczki i chamstwo.

Mimo wszystko mam wrażenie, że nie tędy droga.

Sami kandydaci bardzo pięknie dostrzegają mocne strony swoich rywali, chwalą ich i udają szacunek, podczas gdy robią wszystko, by zdyskredytować przeciwników w wyścigu o fotel prezydenta. To pokazuje, iż nie są godni tego, by zasiadać na fotelu prezydenta. Nawet jeśli to w dużej mierze funkcja jedynie reprezentatywna.

Najbardziej boli nie to, iż medialni dziennikarze dali się wciągnąć w przedwyborczą przepychankę. Najbardziej boli, że dają się w to wciągnąć vlogerzy z YouTube. No, a przynajmniej jeden, który zrobił wywiad z prezydentem Bronisławem Komorowskim twierdząc, iż tylko on zdecydował się przyjąć zaproszenie do jego programu, a tak naprawdę nikogo więcej nie zaprosił. Mam nadzieję, iż okaże się, że zaproszenia były wysyłane mailowo i trafiły do skrzynki ze spamem, do której nikt w sztabach wyborczych nie zagląda, niemniej jednak niesmak pozostał.

Celowo nie podaję nazwy kanału ani nazwiska tego vlogera, aby nie robić mu reklamy. Co jak co, ale na pewno jego kanał dzięki takiemu szumowi zyska większą liczbę odsłon. I oczywiście będzie się zapierał, że nie ma to dla niego znaczenia, że to nieistotne, ale wiecie co? Nie wierzcie w to. Gdyby to było nieistotne, to by się tym nie zajmował. Mimo wszystko, mam nadzieję, że źle oceniam tego człowieka i że wszystko się wyjaśni, bo chciałbym, aby chociaż Internet pozostał neutralny. Czytam więcej

96 poległych – 38 milionów ofiar

Nic nie sprzedaje się w mediach tak dobrze, jak tragedia. Zwłaszcza, jeśli jest to sprawa głośna i powszechnie znana. Nic więc dziwnego, że na katastrofie smoleńskiej robi się dzisiaj karierę polityczną. Może to zbyt mocne słowa, ale używanie zmarłych w kampanii wyborczej to już przesada.

Mówię tu oczywiście o wszystkich kandydatach, którzy oddawali hołd ofiarom katastrofy, zamiast najzwyczajniej w świecie dać im spokój.

Ja rozumiem, że żal należy jakoś wyrazić, ale nie ufam politykom do tego stopnia, iż w tego typu działaniach dostrzegam jedynie aspekt polityczny. Trzeba było wczoraj coś powiedzieć o zmarłych, bo tak wypada. Wszyscy mówili.

Owszem, stacje telewizyjne wszelkiej maści prześcigały się wczoraj w tym, która z nich będzie w stanie więcej powiedzieć na temat katastrofy. A ludzie mają tego dość. Po pierwsze dlatego, że są nieczułymi draniami, skutecznie znieczulonymi przez nadmiar tragedii serwowanych w mediach każdego dnia i kolejne doniesienia o brutalnych zbrodniach, czy wielkich wypadkach, nie robią już na nich żadnego wrażenia. Po drugie dlatego, że mówi się na temat katastrofy smoleńskiej bardzo często w różnych kontekstach. I po trzecie dlatego, iż czują w tym nutkę fałszu i chęć zysku na popularnym materiale.

Pięć lat temu, gdy miało miejsce to tragiczne wydarzenie, pracowałem na infolinii przychodzącej pewnej platformy telewizyjnej i spotykałem się z telefonami od ludzi, którzy byli oburzeni tym, iż niektóre stacje nadają swój program jedynie w czerni i bieli, na znak żałoby narodowej. Niech to Wam pokaże, jak bardzo ludzie mają w głębokim poważaniu czyjeś cierpienie.

I żebyśmy mieli jasność – ja również uważam, że to, co zdarzyło się w Smoleńsku było tragedią, bo było niewątpliwie. Zginęło tragicznie 96 osób. Życie 96 rodzin zmieniło się wtedy bezpowrotnie. Te rodziny cierpią po dziś dzień i cierpieć będą jeszcze długie lata.

Nie chcę tu umniejszać znaczenia śmierci kogokolwiek, ale gdy umiera szary obywatel, jego rodzina wyprawia pogrzeb i cóż… Musi żyć dalej. Wszystkim nam ktoś kiedyś umarł, więc wiecie doskonale, że z czasem życie wraca na mniej więcej normalne tory. Nie jest już nigdy takie samo, ale nie jest również nieznośne. Wszystko dlatego, że rany się zabliźniły, nauczyliśmy się żyć z tym, co się stało. Czytam więcej

Pokolenie JP2

Tego jaki wczoraj był dzień chyba nie trzeba nikomu mówić. Nawet jeśli ktoś jest niewierzący, z pewnością pamięta, co się wydarzyło dziesięć lat temu. Ja pamiętam jakby to było wczoraj (dosłownie), jak czuwałem w kościele i modliłem się w intencji Jana Pawła II. W zasadzie nie wiem, czy wierzyłem w to, że to pomoże czy też nie, ale co miałem robić? Chociaż przez czas modlitwy poczułem się lepiej. Ojcu świętemu to nie pomogło, ale nie sądzę by cokolwiek mogło pomóc.

Nie byłoby polskości w takim dniu, gdyby nie wycieranie sobie lica Janem Pawłem II. I to nie gdzie indziej tylko w Słupsku. Robert Biedroń nie zgodził się na ozdobienie ratusza plakatem z Janem Pawłem II i od razu został za to skrytykowany.

Abstrahując od tego, że sam papież prosił by go nie czcić oraz by nie stawiać mu pomników. Był skromnym człowiekiem, którego wychował strach i pragnienie pokoju, żeby uniknąć wojny. Nie znam chyba drugiego takiego człowieka, którego aż tak by ignorowano zachowując pozory przyjaźni i zrozumienia.

Mówię tu o przywódcach wielkich mocarstw, którzy na audiencjach zapewniali o swoich jak najlepszych intencjach wycofania się z prowadzonych przez ich kraje konfliktów zbrojnych, a mimo to, nadal w nich trwali.

Nie zrozumcie mnie źle. Nie chciałbym, aby Kościół rządził światem. Moim zdaniem Kościół nie powinien mieszać się do polityki, bo to dwie zupełnie odrębne sfery życia. Polityka jest brudna i zakłamana, zaś Kościół powinien świecić przykładem praworządności i otwartości na dialog. Powinien. Czytam więcej

Wiosna… no właśnie, czyja?

Robi się coraz goręcej. W polityce oczywiście, nie w pogodzie. Co prawda mamy wiosnę, ale wiosna chyba jeszcze o tym nie wie i na razie trzyma się gdzieś w cieniu. Za to w polityce prawie lato. Wczoraj, a w zasadzie dziś o północy z wyścigu do fotela prezydenckiego odpadła Anna Grodzka, jako że nie zdołała zebrać wymaganych stu tysięcy podpisów. Nie mnie oceniać, czy to dobrze, czy źle dla polskiej polityki, niemniej na pewno dobrze dla Anny Grodzkiej.

Zdaję sobie sprawę, że pytanie o to dlaczego to dobrze, samo ciśnie się na usta, niemniej odpowiedź jest bardzo oczywista. Z powodu tego, kim jest Anna Grodzka. I nie chodzi mi wcale o to, że mam coś przeciwko. Nie rozumiem tego, ale i nie zamierzam piętnować, bo nie wychodzę z założenia, że jeśli czegoś nie rozumiem to znaczy, że jest to złe.

Chodzi mi natomiast o coś innego. Gdyby Anna Grodzka zdołała zebrać te sto tysięcy podpisów, jej rywale w kampanii prezydenckiej byliby bezwzględni. Chociaż na co dzień może nawet chodzą razem na kawę, czy na piwo i się świetnie dogadują w sejmowych korytarzach, w kampanii zniżyli by się poniżej poziomu homo sapiens, bo w walce takiej jak ta, nie liczy się nic oprócz zwycięstwa.

Tak, jak na początku każdy każdemu okazywał szacunek, wskazywał na mocne strony rywala, tak teraz zaczyna się zaszczuwanie przeciwnika i obrzucanie siebie wzajemnie błotem. Przykład? Muzeum otwarte przez PiS i Andrzeja Dudę. Jak nie popieram kandydatury Bronisława Komorowskiego i wcale mu nie kibicuję w walce o reelekcję, tak ruchu PiS nie jestem w stanie pojąć. To znaczy, wiem, że miało to na celu zdyskredytować Bronisława Komorowskiego, ale samo w sobie było szczeniackie i niegodne kandydata na prezydenta. Czytam więcej

Mało polityczny wpis

Ostatnimi czasy wydawać by się mogło, czytając moje wpisy, że nienawidzę Bronisława Komorowskiego. Nic bardziej mylnego. Nie to, żebym od razu padał mu w ramiona, niemniej nie żywię do prezydenta nienawiści. Po prostu uważam, iż nie nadaje się na prezydenta. Musiałem w jakiś sposób dać temu wyraz i mam nadzieję, że zrobiłem to w dość klarowny sposób.

Faktem natomiast jest to, iż mam awersję do całego grona politycznego. Bez wyjątków. Nie zważam na to, czy ktoś jest transseksualistą, czy gejem, czy ma w oczach wiadomo co. Denerwuje mnie natomiast to, jak każdy przed kamerą pręży się i szczerzy, byle tylko wypaść jak najlepiej. Jak każdy chce oszukać wyborców, że jest bez skazy, a reszta to utaplane w błocie świnie. Wszyscy dobrze wiemy, o co toczy się gra. I nie mówię tu tylko o kandydatach i kandydatkach na prezydenta. Choć, trzeba przyznać, akurat kandydatki są bardzo mało aktywne w tej kampanii. Czytam więcej

Sezon Ogórkowy

W końcu wśród swoich. Tymi słowami jeden z internautów skomentował zdjęcie Bronisława Komorowskiego w oborze rolnika pod Środą Wielkopolską, jakie pojawiło się dzisiaj w Sieci. Można się sprzeczać, co do kultury wypowiedzi i niestosownego zachowania tegoż internauty, jednak powinien to być punkt informacyjny dla sztabu wyborczego obecnego prezydenta, w jaki sposób jest postrzegany kandydat PO przez społeczeństwo.

Jeśli to jest mało, to kolejnym przykładem może być zachowanie tłumu na wiecu wyborczym Bronisława Komorowskiego w Krakowie, który podczas wystąpienia prezydenta RP skandował takie hasła jak: „Zdrajca”, „Hańba!” oraz „Gdzie jest Szogun?!” Jeden z obecnych przyniósł nawet ze sobą krzesło. Miało to, jak wiedzą wszyscy normalnie myślący ludzie, charakter prześmiewczy, mający na celu wykpić sytuację z Japonii, ale ochrona uznała inaczej i temu człowiekowi postawiony został zarzut próby dokonania zamachu na prezydenta. Mój kraj, taki piękny… Czytam więcej

„Na weselu trza być w butach”, na fotelu zaś bez butów

Nie byłbym sobą, gdybym nie wspomniał o wpadce Bronisława jeszcze prezydenta Komorowskiego w Japonii. Widząc doniesienia o tym zdarzeniu miałem wrażenie, że trafiłem na jakiś kanał komediowy, albo ktoś próbuje mi zrobić przedwczesny dowcip na Prima Aprilis.

Niestety, kiedy zdamy sobie sprawę z tego, iż nie jest to ponury żart, sytuacja zaczyna wyglądać naprawdę nieciekawie.

Oczywiście pomijam tutaj to, w jaki sposób pan prezydent zwrócił się do generała Kozieja, bo w tym zwrocie nie było nic niestosownego, wszak pan generał istotnie jest zwierzchnikiem sił zbrojnych w naszym kraju, więc tutaj żadne faux pas naszemu naczelnemu wodzowi się nie przydarzyło, niemniej wchodzenie na fotel/krzesło/ogólnie mebel, żeby ładnie wyjść na zdjęciu to już lekka przesada.

Chociaż może nie taka lekka, bo reakcja Japończyków udowodniła, iż wielkie, okrągłe oczy typu „manga” wcale nie są niemożliwe do zrobienia.

A w niedzielę w programie Kawa Na Ławę, poseł PO, Adam Szejnfeld twierdził, że zawinili Japończycy, bo to oni powinni pilnować etykiety. Mniej więcej tak powiedział, dokładnie nie zacytuję, ale odkąd to usłyszałem, zachodzę w głowę, co to może oznaczać. Czy to znaczy, że prezydent jest małym dzieckiem i nie wie, jak należy się zachować, czy co?

Wpadka goni wpadkę. I to w kampanii wyborczej. W zasadzie dobrze, bo to skraca dystans między Komorowskim, a pozostałymi kandydatami.

Jeszcze jedna, ważna rzecz, która skłania mnie do tego, by nie głosować na Bronisława Komorowskiego. Nie mówi całej prawdy w kwestii bezpieczeństwa naszego kraju. W sobotę zamordowano z zimną krwią rosyjskiego opozycjonistę Borysa Niemcowa. Dzisiaj wydano zakaz wstępu naszemu marszałkowi senatu, panu Borusewiczowi, który chciał oddać hołd zmarłemu, ale Rosja się nie zgadza na jego udział w ceremonii pogrzebowej.

Taka reakcja jasno pokazuje, że Polacy nie są mile widziani, nie są traktowani neutralnie, a wręcz z niechęcią. Jeśli tę niechęć okazuje się jawnie i to w tak bezceremonialny sposób, to ja się pytam pana prezydenta, na jakiej podstawie stwierdza, że Polska może się czuć bezpieczna, skoro Rosja traktuje nas we wrogi sposób?

No dobrze, może raczej zapytałbym, bo pan Bronisław jeszcze prezydent Komorowski, nie odpowie, ponieważ unika rozmów na poważne tematy.

Wiadomości zła i zła

Nie mam pewności, czy mijający tydzień zaliczyć do złych, czy do fatalnych. Sami musicie sobie odpowiedzieć na pytanie o to, jaki był ten kończący się tydzień. Ja wiem tylko, że nie przyniósł nic dobrego.

Ja wiem tylko, że od wczoraj ruszył program wykorzystywania pozyskanych funduszy unijnych na rozwój naszego pięknego kraju. Oczywiście kwota ta, czyli ponad 500 mln, nie mogła zostać podzielona równomiernie. Jak zwykle najwięcej musi przypaść w udziale najbogatszym regionom, a najbiedniejsze województwa muszą rozwijać się z ochłapów. Cóż, wygląda na to, że remie dla współpracowników same się nie wypłacą.

Oczywiście nie twierdzę, że te pieniądze zostaną zdefraudowane, ale wszyscy chyba dobrze wiemy, jak skończy się ta cała historia – gigantycznymi premiami uznaniowymi za genialnie wykonaną robotę. Czytam więcej

Wiatr od Wschodu

Zły Orban, oj bardzo, bardzo niedobry, zły Orban. Nu, nu, nu. Mniej więcej tak brzmiała Ewa Kopacz podczas konferencji z Orbanem. W zasadzie to nawet nie chce mi się tego komentować.

Co by nie mówić, ważne, abyśmy byli w gotowości nieść pomoc, ale niesienie pomocy a pójście pod nóż to dwie różne sprawy, a wszystko wskazuje na to, iż tak właśnie będzie, jeśli kierunek polityki naszego rządu się nie zmieni. Szkoda, że do listopada jeszcze tak daleko. Ale z drugiej strony, może i nie szkoda, bo po wyborach samorządowych może być jeszcze gorzej.

Przykro mi to mówić, ale Orban rzeczywiście popełnił błąd spotykając się z Putinem, niemniej Ewa Kopacz nie wyglądała ani groźnie, ani nie brzmiała groźnie. Brzmiała wręcz śmiesznie i żałośnie. Przemówienie miała zaiste kwieciste, ale puste, jak wydmuszka i nic nie wnoszące.

Może już lepiej byłoby dać zadzwonić do Putina Magdalenie Ogórek. A skoro jesteśmy przy tym, to trzeba przyznać, iż Magdalena Ogórek wyrasta na ciekawą kandydatkę na prezydenta, choć oczywiście w jej przemowie nie było absolutnie ani jednego słowa, które byłoby dobrą zachętą do tego, aby oddać na nią swój głos. Czytam więcej

Karuzela z nudą

Mamy dziś piątek, trzynasty dzień lutego, zatem najwyższy czas na skrót najważniejszych informacji. A tak całkiem poważnie, to mijający tydzień nie należał do szczególnie aktywnych, jeśli chodzi o politykę i upłynął pod znakiem protestów. Do górników dołączyli rolnicy, którzy przyjechali do Warszawy. Oczywiście do przewidzenia było, że niczego nie wskórają, bo nie od dziś wiadomo, że w naszym kraju największym przywilejem obywatela jest siedzieć cicho.

Co gorsza, z tego przywileju skorzystała Ewa Kopacz, o której informacje jakoś mi umknęły w mijającym tygodniu i jeśli pojawiła się gdzieś w telewizji to jedynie po to, by nie zabłysnąć, skoro nie utkwiło mi to w pamięci. Niestety dowodzi to, że albo jest miałkim premierem, albo ja jestem nieuważnym widzem i całkiem sporo mi umknęło.

Cóż, w mijającym tygodniu niewątpliwym plusem był tłusty czwartek i możliwość zjedzenia pączka. Nie można bowiem nader ekscytującym nazwać wiecznego roztrząsania i rozkładania na czynniki pierwsze, a nawet dziesiętne tej jedynki, przemówienia Andrzeja Dudy. Zdążyłem jednak przywyknąć, że nasze media serwują nam wszystko to, co jest mało istotne. Kandydat PiS wyszedł, powiedział, co miał powiedzieć i zszedł ze sceny, tyle.

Jutro na scenę wchodzi Magdalena Ogórek i ciekaw jestem, czy będzie widać panią doktor, a słychać Leszka Millera, tak jak  było widać Andrzeja Dudę, a słychać było Jarosława Kaczyńskiego. Mam nadzieję, że nie, bo bardzo by mnie to rozczarowało. Do wyścigu chce dołączyć Paweł Kukiz, musi tylko zebrać sto tysięcy podpisów poparcia i droga do startu wolna.

Powodzenia.

Tekst zakrapiany ironią i z łyżeczką dziegciu

Kolejny tydzień za nami. Strasznie ten rok szybko mija. Dopiero co były imieniny Sylwestra, a dziś mamy już niemal połowę lutego. Co ważniejsze, dni stały się zauważalnie dłuższe. Nie przeszkadza to jednak, aby na wszystko brakowało nam czasu i żeby działo się bardzo wiele. Tak u nas, jak i w polityce.

Nie będę pochylał się nad sporem Schetyny Grzegorza z resztą świata, bo posłowie i ministrowie paplali od wieków, paplają i paplać będą, a robić z igły widły to najlepiej umie opozycja, dlatego zostawmy to właśnie jej. Niech się na coś przyda.

Ważniejsze jest to, iż podczas raportowania przez telewizje kolejnych argumentów w owym sporze oraz zamieszania z górnikami, bardzo szczelnie przykryto społeczeństwu informację o odrzuceniu przez Sejm ustawy zwiększającej kwoty wolnej od podatków. Szkoda, bardzo szkoda, bo ustawa zakładała też tyle, iż obywatel nie może zapłacić więcej niż jest w stanie, bo musi mu zostać coś „na życie”. Niestety, obiady za 1300 złotych się same nie zapłacą, więc ustawa została odrzucona. Cieszymy się, prawda? Ewa Kopacz nauczyła się wiele od swojego poprzednika, to trzeba jej przyznać. Czytam więcej

Coraz cieplej, idzie wiosna

Kończy nam się powoli styczeń, za rogiem czai się już luty, a na horyzoncie majaczą nieco poważniejsze mrozy, a tymczasem w polityce idzie wiosna i robi się coraz cieplej. Jeszcze trochę a zrobi się naprawdę gorąco. Wszystkich zapewniamy, że jest to sytuacja całkowicie normalna i nie należy dopatrywać się w tym żadnych anomalii. Oczywiście podmiotem odpowiedzialnym za taki stan rzeczy jest burzowy front, który nadciąga do nas ze Wschodu, a nazywa się on kampanią wyborczą.

Póki co, jesteśmy jeszcze w pierwszej fazie tej wielkiej machiny, która z pełną parą wystartuje niebawem . Na razie jeszcze nie wszystkie partie przedstawiły swoich kandydatów, ale już można zauważyć nerwowe ruchy posłów, którzy bratają się z ugrupowaniami, z którymi teoretycznie jest im nie po drodze, jak na przykład poseł John Godson, który już po raz trzeci zmienia partię. Czyżby wyczuł możliwość zajęcia jakiegoś wysokiego stanowiska po wyborach parlamentarnych? Bo na to, iż PSL wystawi go jako swojego kandydata w wyborach prezydenckich raczej nie ma co liczyć. Czytam więcej

Wojenka, wojenka

Każdy walczy z każdym. Jeden drugiemu głosy chce wydrapać (zamiast oczu). Polityka to brudna rzecz. Nawet sprawa z węglem jest czystsza niż polityka. Nie można bowiem nazwać inaczej sytuacji, w której rzecznik rządu Ewy Kopacz robi szkolenia dla posłów opozycji w kwestii tego, co mają mówić. W takich sytuacjach warto się zastanowić, czy mamy jeszcze na naszej scenie politycznej podział na opozycję i koalicję, czy to jest już tylko gra pod publikę, aby nie wyszło na jaw, w jaki sposób odprowadzane są nasze pieniądze.

A pomysłów na ich odprowadzenie nasi politycy mają zaiste mnóstwo. Gdyby tak przełożyli swoją kreatywność na możliwość poprawy sytuacji w kraju, wszyscy bylibyśmy bardziej niż szczęśliwi,  a nasz kraj rzeczywiście mógłby się stać zieloną wyspą. Póki co ta zieleń to jedynie ilustracja wskazująca na niedoświadczenie wyborców.

Przy każdych wyborach mamy tę samą sytuację i w tym roku po raz kolejny się powtórzy, choć nie mówi się o tym jeszcze zbyt głośno, a nawet chyba wcale. Część z nas w ogóle nie pójdzie do wyborów, bo uzna, że nie ma na kogo głosować, a część zwyczajnie da się nabrać, naiwnie wierząc, że tym razem będzie inaczej. Prezes PiS zapewne znowu będzie wołał, że sfałszowano wybory, a posłanka Pawłowicz potwierdzi słowa prezesa żelaznym argumentem, iż nie są potrzebne dowody na fałszerstwo, bo wystarczy, że oni tak mówią. Czytam więcej